Imagen de portada del programa wangin blog

wangin blog

Podcast de Jacek Wangin

inglés

Historias personales y conversaciones

Empieza 7 días de prueba

$99 / mes después de la prueba.Cancela cuando quieras.

  • 20 horas de audiolibros al mes
  • Podcasts solo en Podimo
  • Podcast gratuitos
Prueba gratis

Acerca de wangin blog

proza i felietony... sposób na świat przekręcony

Todos los episodios

25 episodios

episode Pasterze rozproszenia artwork

Pasterze rozproszenia

❖Posłuchaj w interpretacji autora❖ [http://baleo.firma3e.pl/blogger/pasterze_rozproszenia.mp3] Seriale w streamingu męczą mnie chyba bardziej niż telewizyjne reklamy. Równie mało mam do nich cierpliwości, choć rozumiem strategię. Jak najdłużej zatrzymać uwagę odbiorcy, zanim odda się bez granic innym mediom i jednocześnie tak towarzyszyć widzowi, by nie przeszkadzać podczas innych czynności dnia. Narracja, która w starym kinowym formacie zmieściłaby się w dziewięćdziesiąt minut, tutaj musi trwać co najmniej kilka odcinków. Kolejne epizody niewiele wnoszą, nie posuwają akcji, ale wielokrotnie powtarzane wątki, tematy i dialogi wokół tych samych spraw, dają poczucie bycia w ciągu i na bieżąco. Wszystko w trosce o obecność oglądającego podczas tłuczenia kartofla i żony czy stosowania wychowawczego lania dzieciaka zakłócającego odbiór durnym pytaniem o kieszonkowe. Serial nie może odrywać od polewania rosołu staremu i drinka teściowej, lokowania fryzury (nie produktu), depilacji miejsc mniej lub bardziej intymnych oraz tradycyjnego golenia. W efekcie ekranowa papka się klei,  a odbiorca traci łącze z rzeczywistością, byle nie z ekranem. Tymczasem subskrypcja kręci kasę niczym odpustowa karuzela i wszyscy zadowoleni. Jako istota społecznie włączona w życie rodzinne, chcąc nie chcąc, zahaczam o scenę kolejnego serialu, który aktualnie porywa małżonkę. Tym razem, gdzieś pomiędzy klejeniem klopsika a rzutem pora do zupy, dostrzegłem Jezusa przed świątynią jerozolimską. Zbliżył się właśnie do zagrody z patyków, z owcami wewnątrz. Nietrudno było zgadnąć, że to kawałek serialu The Chosen. Po słowach Zbawiciela o dobrym pasterzu, który "wyprowadza swoje owce i idzie przed nimi, a one podążają za nim, bo znają jego głos", rodzi się napięcie. Na scenę wchodzą faryzeusze, zaniepokojeni przypowieścią nieznajomego, który oświadcza, że wszyscy, którzy przed nim przyszli, to złodzieje i bandyci i owce ich nie posłuchały. Po chwili zagrożeni kapłani, dobrze umocnieni na swoich pozycjach tradycją, łapią się argumentu kamieni i mamy początek jednej z pierwszych rozpraw z Odkupicielem.  Póki co w domu nadeszła pora rozkładania talerzy i sztućców, toteż ruszyłem do pokoju, poza zasięg serialu. W głowie pozostała myśl o tych "złodziejach i bandytach", z których dziś większość nawet nie schyla się po kamienie. Oni nawet nie rozpraszają owiec, które i tak nie rozpoznają głosu pasterza. A kiedy owce głuche, a może i ślepawe, wygodniej dokonuje się rozboju i kradzieży w imię tegoż Jezusa, w dodatku nazywając siebie Jego arcypasterzami.  Żyjemy w czasie, w którym owieczki totalnie się pogubiły w polifonii głosów poza wszelkim kościołem i w zasadzie całkiem zbaraniały. Baców dziś większe stado niż owiec. Na każdym wirtualnym rogu trąbią z internetowej mównicy, co ślina jadem strzyknie. Nadszedł czas pasterzy lepszego stylu życia, osiągania szczęścia drogą na skróty, doskonałego tatuażu na kolanie, cud diety, diety najzdrowszej i wyjątkowej ze skutkiem znakomitego odchudzenia, głównie rozumu. Nie brakuje juhasów od dolegliwości wątroby i plamy na czole. Przekrzykują się pasterze polityki spiskowej i rasowej oraz najzwyklejsi pastuchowie wszelkiej trzody: płaskoziemnej, antyszczepionkowej, feministycznej, mizoginistycznej, LGBT, miejskiej, wiejskiej i nijakiej. W każdej dziedzinie, jakiej tylko tknąć, samozwańczy czikosz staje w szranki ze sztuczną inteligencją. A każdy z nich – wiadomo – najmądrzejszy we wsi.  [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgslJ26d6Cw1T8lLNuhG3nLWrSUtDwPc68Dpj97qrV9-7Go6FJn0DKTXpJvRebRyFj3GDQPOr3YZPkquQ2hyphenhyphen16ZwcydS7VTFKkee6nITkSdBT3YjIhpLE3oa6fv5JbfpAJyAPSJAk6TOcIs1GcjnLMEnXV9hDXaYrYu5im1qP3G1K5px64H6TKOKWwKwURj/w400-h219/Gemini_Generated_Image_wbalx2wbalx2wbal.png]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgslJ26d6Cw1T8lLNuhG3nLWrSUtDwPc68Dpj97qrV9-7Go6FJn0DKTXpJvRebRyFj3GDQPOr3YZPkquQ2hyphenhyphen16ZwcydS7VTFKkee6nITkSdBT3YjIhpLE3oa6fv5JbfpAJyAPSJAk6TOcIs1GcjnLMEnXV9hDXaYrYu5im1qP3G1K5px64H6TKOKWwKwURj/s1408/Gemini_Generated_Image_wbalx2wbalx2wbal.png I tylko jedno powstaje pytanie: dlaczego żaden z sieciowych pasterzy mądrości wątpliwej nie zaproponuje zbawienia wiecznego? Odpowiedź znalazłem po obiedzie. W ramach deseru wolnego od cukru oddałem się lekturze zaległego numeru “Tygodnika Powszechnego”. Znalazłem tu rozmowę z Ianem McGilchristem, psychiatrą, neuropsychologiem i filozofem [https://www.tygodnikpowszechny.pl/mozg-piekno-i-dobro-jak-neurobiologia-pomaga-zrozumiec-potrzeby-duchowe-192807], a w niej ciekawy fragment: bardzo silne jest dziś przekonanie, że rzeczywistość składa się wyłącznie z materii. A materią się manipuluje, rzeczy się używa. W świecie rzeczy najwyższą wartością stają się władza i kontrola. To niezwykle dekadenckie i w gruncie rzeczy – smutne. W innych kulturach i czasach ludzie rozumieli wagę wartości dobra, piękna i prawdy. Dziś coraz bardziej się od tego oddalamy.  Tak, w świecie materii, rzeczy, zbawienie duszy staje się nierzeczywiste, podobnie jak postać Dobrego Pasterza zdaje się nie wykraczać poza kreację aktorską z serialu. Gdyby nie było Boga należałoby go wymyślić, mawiał Wolter. Minęły wieki i dziś można by powiedzieć: "Nawet jeśli Bóg jest, należy go strącić w wymyślone". Być może dlatego z taką łatwością Jezus, w świadomości masowej, staje się mityczną postacią herosa, lewaka, rewolucjonisty, bohatera memów, wypychanego poza namacalną rzeczywistość, bez większego żalu. Obraz rodem z naiwnej opowieści o nieśmiertelności dusz i szczęściu wiecznym nie pasuje do świata rzeczy, więc dziś i kamienie faryzeuszy na nic. Bajka wzięta z marzeń o zbawieniu, wiekuistej radości, wolnej od niespełnienia oraz bólu odchodzi w cień naszego czasu i naszej mentalności. Tylko nienasycenie i nieustające poczucie braku, tak charakterystyczne dla ludzkiego pędu od celu do celu, trwają w najlepsze i zdają się być jedynym drogowskazem, zanim przyjdzie kres. Dziś odkupienie nie ma zakorzenienia w prawdzie, bo podlega negacji w życiowych postawach rzeszy wierzących i kościelnych hierarchów. W rozdźwięku między głoszonym słowem a bytem ociekającym dostatkiem, otoczonym złotem, purpurą, pałacem i blichtrem, jakby po drugiej stronie ikonografii i obrzędu nie było już nic.

4 de may de 2026 - 1 h 0 min
episode Chichot Pana Boga artwork

Chichot Pana Boga

❖Posłuchaj w interpretacji autora❖ [http://baleo.firma3e.pl/blogger/chichot.mp3] [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSAKvHPWnkxhENWgoeZFsTWa7nfMXBoWntL86X783lQuGFmXDPx_LirA2AJe9aU7LQOs52FTh9_U8-2cCeKxnoy6HXIoXIu5XsY2cBZ1mojfAllhNFvLAZ_t6ZOmmcgjjMvlUKEAhCRVpestj80ydWLCGjnIQtn5IsPmQCtl-Zx8zf1HJ-yueY2NqoaoSr/w400-h274/chichot.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSAKvHPWnkxhENWgoeZFsTWa7nfMXBoWntL86X783lQuGFmXDPx_LirA2AJe9aU7LQOs52FTh9_U8-2cCeKxnoy6HXIoXIu5XsY2cBZ1mojfAllhNFvLAZ_t6ZOmmcgjjMvlUKEAhCRVpestj80ydWLCGjnIQtn5IsPmQCtl-Zx8zf1HJ-yueY2NqoaoSr/s612/chichot.jpg Miał ochotę pstryknąć go w ucho. Tak zwyczajnie, jak upominający ojciec w przebrzmiałej epoce, gdy nie obowiązywał zakaz stosowania kar cielesnych. Filip siedział z tyłu, uszy były przed nim, na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło połączyć dwa palce, napiąć i pach! Aż się ucho zaczerwieni zdziwionemu Januszowi, odzianemu w wąs i kamizelkę katolicyzmu.  Zasłużył jak nikt. Nie przesunął dupska w ławce, choć mógł. Siedział z brzegu jak kołek, gdy starsza pani kulturalnie czekała, w końcu prosiła, żeby się przesunął. Chciała usiąść razem z mężem, małym zasuszonym człowieczkiem, cierpliwie stojącym za nią, w oczekiwaniu, aż skończy się to zmaganie z kijem w ludzkim ciele. Ten wypuścił tylko skąpe “proszę” z przegrody sztucznej szczęki. W zasadzie burknął, nie zmieniając wąskiej przestrzeni między siedziskiem, swoimi girami, a klęcznikiem. Zmusił kobietę do ryzyka potknięcia o deskę, przez co niemal ocierała się biodrem o jego twarz, a chwilę później jej mąż podjął to samo ryzyko.  Niby wszystko było w porządku, klęczeli oboje na swoich miejscach, zanurzeni w modlitwie, ale Filip nie mógł przejść nad tym do porządku. Januszowy czerwony kark aż prosił o pacnięcie. Z obawy, że nie odpuści spojrzał na wielki krzyż z Jezusem nad ołtarzem i samoczynnie wyrwała się wewnętrzna modlitwa: Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego. Ucisz mnie, nie wystawiaj na próbę, bo nie zdzierżę. Skąd oni się biorą? Skąd to zwycięstwo egoizmu i wygodnictwa na każdym kroku? Chociaż tu, w kościele, na niedzielnej mszy, mógłby przez chwilę chcieć być lepszym, ale do tego trzeba autorefleksji. A ta nie rodzi się w zgrubieniu szyi zamiast głowy. Jakby nie mógł tej dupy unieść, skoro już nie przesunie w ławce! Jakby nie mógł wyjść i przepuścić tych ludzi? Czemu akurat ja muszę to widzieć na wyciągnięcie ręki? Mam płonąć na wstępie bezradnością wobec ograniczonego katolicyzmu? Wobec bezmózgowia i nijakości! Przecież jesteś miłością, a ja zamiast czerpać ze źródła miłości, muszę pluć jadem do środka. Znasz moją porywczość w zderzeniu z małością. Ulituj się, ucisz i daj trochę łaski odróżniania rzeczy małych i wielkich.  [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSeDKLdulIQ037c7iQd_GQFNnivFAgjXGpN11hzBZ4c8yM1r5WPO6S2hN0xd2MV4V33MIquR-9PkmWVF6IlPJ0e0sz-7xEoVH4UsADsuhVGXFxk90cNWMdYHCmXyyMV5NCtmXaTHsVbeqnsVDstQwznYT6pZsnMrQGHy6kEFvGIJ595LxFEucfb0tPV7GP/w400-h266/religijny2.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSeDKLdulIQ037c7iQd_GQFNnivFAgjXGpN11hzBZ4c8yM1r5WPO6S2hN0xd2MV4V33MIquR-9PkmWVF6IlPJ0e0sz-7xEoVH4UsADsuhVGXFxk90cNWMdYHCmXyyMV5NCtmXaTHsVbeqnsVDstQwznYT6pZsnMrQGHy6kEFvGIJ595LxFEucfb0tPV7GP/s880/religijny2.jpg Litość pańska przemówiła z homilii. Dziś był ten fragment o miłosierdziu Samarytanina. Pochylił się nad pobitym, którego wcześniej minął kapłan i lewita. Samarytanin był po prostu wrażliwy, ludzki do pozazdroszczenia, choć do miłości bliźniego nie zobowiązywało go prawo, ani urząd, ani tym bardziej religia. Czemu ksiądz skupił się na samym akcie miłości bliźniego? Czemu pominął najważniejsze? Jezus w przypowieści nieprzypadkowo wskazuje kapłana i lewitę, ludzi obojętnych, bo właśnie religijnych, którym blisko do ideologii, a tak daleko do miłości. Filip zobaczył jeszcze raz profil drzemiącego kato Janusza z wąsem i czerwienią karku nad kamizelą. Czy coś do niego docierało przez ostatnie czterdzieści lat tutaj? Czy chodzi tylko do kościoła od zawsze i od wieków ma za daleko do łba? Czy choć przez chwilę rozumie, co się do niego mówi, czy jedynie przeciąg hula między uszami, aż po błogosławieństwo końcowe?  Ale już było po wszystkim. Tylko echo refleksji czasem powracało między odmierzanymi krokami. Teraz Filip szedł przez park, nad którym zawisła ciemna chmura. Wiele z nich straszyło od rana i nic tego nie wynikało, tylko dlatego zdecydował się na spacer. Należało wychodzić kościelną sytuację i kilka innych, podobnych, których miejscowi katolicy nie szczędzili w minionym tygodniu. Jednak deszcz przyszedł i pomógł wyciszeniu. Coraz większe krople i bąble na pobliskim stawie nie wróżyły rychłego powrotu słońca. Gdy dotarł do altany koncertowej, w środkowej części parku, czuł wilgoć w butach i mokre ramiona w polo. Na wewnętrznej ławce altany siedziało sporo ocalonych spacerowiczów. Starsza pani z pieskiem, ukraińska parka, obok mama z dorosłą córką, ale one stały nie przerywając rozmowy, odwrócone do reszty tyłem. Po ich prawej stronie młoda mama z dzieciątkiem nieporadnym na własnych nóżkach. Nagle porywisty wiatr wzmocnił deszcz i wszyscy wstali jak na komendę. Rzęsisty opad zaczął moczyć plecy pod skrajem dachu. Młoda mama niespodziewanie poprosiła kobietę obok o przytrzymanie przez chwilę dziecka, a gdy ta lękliwie i sztywno ujęła chłopczyka pod paszki, jego matka wyskoczyła z altany wprost pod ulewę. Pod drzewem mokła pozostawiona spacerówka, która szybko nabierała wody. Zanim Filip na dobre zorientował się w sytuacji, kobieta na powrót była pod dachem i już wytrzepywała wodę z wnętrza wózka. Podziękowała za pomoc i przejęła zdziwione, ale nadal pogodne dziecko. Filip poczuł się niezręcznie. Gdyby wcześniej widział wózek, wchodząc do altany, prawdopodobnie wyręczyłby teraz matkę i wniósł pojazd, zanim ruszyła. Naprawdę go nie widział, czarny, za ciemnym drzewem, w strugach deszczu? Czemu więc usprawiedliwiał się przed samym sobą? Czemu stracił czujność? Czy już był podobny do kościelnego kato Janusza, na którego wylał wiadro pomyj godzinę temu? Dramat ludzki potrzebuje "katharsis", oczyszczenia. Dla nas, chrześcijan, symbolem tego jest Bóg, który daje drogowskazy poprzez innego człowieka. Nie wiedzieć czemu przypomniał sobie słowa z czytanej wczoraj rozmowy z mądrym katechetą, profesorem filozofii i teologii. Teraz słowa wróciły i brzmiały trochę boleśniej.  [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiagfbMHm_gibBoara39WrJfKwzrn8zYEpCZNy9QbouGAHnSSShY4YYvIM05JqJ5MjcEIGYjAwBq4uw9hciFvj8MS5vl0bKn4b1eWjD3rXABcd-7OWQzKCBmI7TtlAz4G5zKuPtQTvrOJ_uxy8SimvpyabfsevdzW32F9tqj_BVP4MF6uWW5VZkpT7W5Z1T/w400-h266/religijny3.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiagfbMHm_gibBoara39WrJfKwzrn8zYEpCZNy9QbouGAHnSSShY4YYvIM05JqJ5MjcEIGYjAwBq4uw9hciFvj8MS5vl0bKn4b1eWjD3rXABcd-7OWQzKCBmI7TtlAz4G5zKuPtQTvrOJ_uxy8SimvpyabfsevdzW32F9tqj_BVP4MF6uWW5VZkpT7W5Z1T/s880/religijny3.jpg Wybiegł nie zważając na deszcz, uznał, że szybko się nie skończy. A może ta myśl go jednak za bardzo uwierała? Postanowił najkrótszą drogą dojść do samochodu i wrócić do domu, buty i tak były mokre. Szybkim marszem ruszył wzdłuż ulicy, która zamieniła się w rwący strumień. Każdy jadący samochód zmuszał do odskakiwania w bok, gdyż spod wolno sunących aut woda zalewała chodnik silnymi uderzeniami. Minęło kilka minut nim całkiem przemoczony znalazł się w ciepłej i suchej kabinie. Jechał bardzo powoli pod prąd nurtu płynącego uliczką. Zwalniał jak tylko się dało, gdy mijał ludzi idących obok, jak on sam jeszcze przed chwilą. Za zakrętem, pod drzewem, bardzo blisko jezdni, stała przemoczona kobieta bez parasola. Dawała znaki dłonią przejeżdżającym w pobliżu krawężnika, na którym stała. Mijali ją powoli, podobnie Filip nie do końca rozumiejący, czemu ona ciągle macha dłonią, skoro nikt jej nie ochlapał. Zobaczył zielone światło i skręcił na nim w lewo, na główną ulicę. Teraz dotarło, że kobieta prawdopodobnie prosiła o pomoc. Próbowała zatrzymać jakiekolwiek auto, żeby znaleźć się pod dachem, gdy wszyscy solidarnie mieli ją w nosie i może tym właśnie go znieczulili. Ona rzeczywiście nie miała w pobliżu żadnego schronienia. A jeśli była nienormalna? Mogła go przecież oskarżyć o molestowanie i próbę uprowadzenia, gdyby chciał tak po ludzku podwieźć ją do domu? "Każdy dobry uczynek może spotkać kara w tak pokręconych czasach", pomyślał nim jeszcze raz tego dnia oddalił od siebie dobrego Samarytanina. I tak jakoś za blisko kato Janusza znalazł się na powrót, chociaż już nie chciał pstrykać go w ucho. Zrobiło mu się dziwnie i niemal usłyszał chichot Pana Boga, z którym wcale nie było mu do śmiechu.

21 de jul de 2025 - 1 h 0 min
episode Dzika paranoja artwork

Dzika paranoja

❖Posłuchaj w interpretacji autora❖ [http://baleo.firma3e.pl/blogger/dzika_paranoja.mp3] [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjMwzM-FQtYVaPSvhjsQmr4tnO1omjXEbIERy5Z0h3KSXIjW4fyiPFHeTf-q0ZrKNEPpaOVJg5PCclrCJpLAye7YBCGt6WVfxnaEaIonOoyx8WsB5yLEH6pZHXDY_wAHqd_mvDWSor06qAp8dtZzBqQZpIM_3V1Np9ok_clMbUV9HvRi24lBVcudaX8ADEz/w400-h300/P5030731.JPG]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjMwzM-FQtYVaPSvhjsQmr4tnO1omjXEbIERy5Z0h3KSXIjW4fyiPFHeTf-q0ZrKNEPpaOVJg5PCclrCJpLAye7YBCGt6WVfxnaEaIonOoyx8WsB5yLEH6pZHXDY_wAHqd_mvDWSor06qAp8dtZzBqQZpIM_3V1Np9ok_clMbUV9HvRi24lBVcudaX8ADEz/s4000/P5030731.JPG Maj, ten piękny czas, gdy stukotem kijków zagłuszam przedwieczorny śpiew leśnych ptaków. Na szczęście dźwięk metalowych końcówek o kamienie nie przeszkadza na wpół oswojonym jeleniom, nie płoszy jakoś szczególnie saren, co najwyżej przegoni zdezorientowanego dzika z krzaków. Nic jednak nie przeszkodzi słuchaniu ptaków,  które towarzyszą polifonią głosów, dlatego nie ryzykuję zmiany drogi. Szczególnie w poniedziałki, gdy lokalsi, zmęczeni weekendowym wędrowaniem z czworonogiem i rodziną, odpuszczają górzyste ścieżki.      Z uśmiechem na ustach, wywołanym widokiem soczystej zieleni, szczerząc zęby do konwalii, drobnych kwiatków pieprzycy i kryjących główki zawilców i tym razem cieszyłem się życiem, szczególnie po zwycięstwie nad misiem w sobie, którego z takim trudem odkleiłem od wyrka i książki. Właśnie wspiąłem się po serpentynie ścieżki na szczyt kolejnej górki, gdy dostrzegłem na środku traktu niebieski samochód z napisami na drzwiach i z wyłączonym silnikiem. Tutaj? Teraz? Pod zakaz wjazdu? Przy takim ryzyku pożaru i po osiemnastej? Bilety do lasu sprzedaje? Panierowaną brukiew przywiózł zającu? Szerokim łukiem ominąłem pojazd, uznając, że wiosna najwyraźniej zbudziła chuć człowieczą. Skoro tydzień temu mijałem na ścieżkach świeże opakowania po prezerwatywach, niewykluczone, że i dziś kolejna fantazja przyniosła tu fanów Tindera i żaden szlaban im niestraszny. O pożar namiętności tu idzie bardziej niż lasu, uśmiechnąłem się do uspokajającej myśli.      Zdziwienie dało o sobie znać po raz drugi, gdy po przejściu dwóch kilometrów natknąłem się ponownie na to samo auto, zaparkowane w zupełnie innym miejscu i też na leśnej ścieżce. Tym razem nie mogłem ominąć pojazdu szerszym łukiem, nie było innej drogi, a zbieranie lokalnych kleszczy dalece wykroczyło poza zakres potrzeb ruchowych. Nie pozostało nic innego jak zmierzyć się z przeznaczeniem. Wziąłem głębszy oddech, gotowy na powtórkę z historii. Prawie uwierzyłem, że i mnie przydarzy się spotkanie z UFO. Zaproszenie do środka, przybysze w czarnych kombinezonach i kapturkach, pomiary tu i tam, całkiem jak mieszkańcowi Emilcina w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Widać raz na sto lat sprawdzają, co z naszą ewolucją i wynik akurat ich nie porywa. Ale przybysze dziś bardziej wyrachowani i chwilowo zamienili latający talerz w mało wysublimowany produkt Fiata, jakby ta forma mniej rzucała się w oczy w lesie. Czyżby nadeszła i moja pora na bliskie spotkanie trzeciego stopnia?      Na wszelki wypadek wypiąłem prawy kij z rękawicy, rozważając jak go użyć. Nie byłem pewny, czy lepiej sprawdzi się jako oszczep czy raczej włócznia? W użyciu ostrego narzędzia, niegodnie z jego przeznaczeniem, wprawy co prawda nie mam. Aluminium też raczej tandetne, bo z promocji. Pozostało liczyć na gen piastowskiego woja, drzemiący w rejonach nieodkrytych albo zwyczajnie: na instynkt połączony z atawizmem. A jakby jeden kij zawiódł, drugiego użyję w innym charakterze. Budując wątpliwą motywację, sznurowałem do przodu napinając pierś, wciągając bojler nad gumką dresu, ile się da, choć treningu za mało, żeby wyodrębnić kaloryfer. Efekt taki sobie. Posturą nie zyskałem przewagi psychologicznej, ale i tym razem samochód  stał opuszczony i milczący, a zza budy nie wyskoczył nawet pan w płaszczu, by spod rozwianej poły zademonstrować obnażonego stefana. Cisza wokół, jak po śmierci ostatniego ekologa, a przecież jakoś pojazd zmieniał miejsce i to trafnie! Wyłącznie po linii mojej stałej trasy, choć tyle rozstajów miał wokół. Całkiem niewykluczone, że w celu ostatecznego obrzydzenia mojej integracji z naturą, tylko po cholerę? Może to kolejny bezdomny właśnie próbował hojnie obdarować pojazdem, widząc że dygam po lesie o suchym kiju jak pomylony?     Z uporem godnym lepszej sprawy trzymałem się dalej stałego szlaku, gdy krokomierz zadrżał po raz piąty, sygnalizując zaliczenie kolejnego kilometra. Za blisko mety, żeby skracać drogę i oszukiwać dystans. Teraz było łatwiej, schodziłem w dół, kije niosły mnie same, od czasu do czasu przypominały o sobie, boleśnie wpadając pod nogę na nierównościach i korzeniach. Zostało do pokonania ostatnie wzgórze po łuku. Tu minąłem spacerowicza z psem, ale obaj nie zwrócili na mnie najmniejszej uwagi, o niczym nie chcieli powiadomić, przed niczym ostrzec, zatem nie działo się nic szczególnego. Wyrównałem oddech, posłałem uśmiech przylaszczce chowającej kwiatek, gdy za zakrętem znowu go znalazłem.      [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiSpMn-2yzZFlU5caoYCXa08yYqRpdc9UwBswZCrFOmCllfED5BwqCZIHdGWVxZQSg99F093J17l3o7NCqmyGlprJeo8t8-w6LlqYlfwy44djb6dKKh38kZ2LA69Ovx2ZVHEksnx-swucQqtCFj__J2DxVSbuwpAEZiZvpskWTkwWElfpeDFpssfp3a_swL/w400-h300/P5020680.JPG]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiSpMn-2yzZFlU5caoYCXa08yYqRpdc9UwBswZCrFOmCllfED5BwqCZIHdGWVxZQSg99F093J17l3o7NCqmyGlprJeo8t8-w6LlqYlfwy44djb6dKKh38kZ2LA69Ovx2ZVHEksnx-swucQqtCFj__J2DxVSbuwpAEZiZvpskWTkwWElfpeDFpssfp3a_swL/s4000/P5020680.JPG To samo niebieskie jeździdło i nadal na środku duktu. Nagle otworzyła się klapka pamięci. Należę do pokolenia, które karmiono legendą czarnej wołgi, krążącej po mieście, by porywać dzieci i ściągać z nich krew. Figielek pamięci sprowadził suchość gardła, szczególnie dotkliwą, bo tym razem drzwi pojazdu drgnęły skrzypiąc. Zbliżyłem się na dwadzieścia kroków, a od strony kierowcy wysiadł facet w bojówkach moro i ruszył w moją stronę. Czyżbym zasłużył na wyrok mafii? A już miałem przestać czytać kryminały! Oto żywy dowód, że siadają na psychę! Nim do końca skarciłem wyobraźnię, gość wydobył z kieszeni telefon i niósł go przed sobą demonstracyjnie, przemawiając: Panie, nie widział pan gdzie tu zdechłego dzika? Kręcę się jak marek po piekle i za cholerę padliny znaleźć nie mogę! Podsunął mi przed oczy ekran ze zdjęciem. Dorodny kawał dzikiej świni leżał pod wielkim bukiem, z uniesionym łbem, całkiem jakby odpoczywał po penetracji osiedlowego śmietnika. Desperat spojrzał prosząco, jakby odgadł moją myśl: Panie, to las jest, tu wszystkie drzewa takie same, jak ja mam go szukać? Idzie taki jeden z drugim spacerowicz niedzielny, taka jego mać, dzika znajdzie, powiadomi, ale już nie przekaże, gdzie konkretnie. A mnie każą szukać mądrale z centrali! Panie! Co ja sęp jakiś jestem, że na kilometry padlinę wyczuję? Kiedy on pewnie jeszcze nie zaśmiardł dobrze! Nie widział pan aby gdzie? Wzruszyłem ramionami w pełni zrozumienia, pokiwałem głową empatycznie, dodałem coś, że bez pinezki na mapie, to raczej marne szanse ze znalezieniem zwłok. Gość zapytał mnie jeszcze o aktualną lokalizację i kierunek do najbliższej asfaltowej drogi. Najwyraźniej zamyślił zakończyć wyprawę całkiem na tarczy, pogodzony z ostateczną klęską. Wsiadał do kabiny, wybierając numer w telefonie, i już miotał przekleństwa, których szczątki dobiegały moich uszu. Po chwili niebieski fiat znikał w tunelu świeżej zieleni, całkiem już oswojony.      No nie widziałem dzika, nic nie poradzę, nie dziś, ale ciężar z serca spadł, nie powiem. Literacka wyobraźnia mimo to nie ustępowała: było mu powiedzieć, żeby po krążących krukach szukał. Uśmiechnąłem się do niewybrednego żartu ironicznej towarzyszki życiowego niespełnienia. Jakież było moje zdziwienie, gdy po przejściu kolejnych kilkuset metrów usłyszałem krakanie nad głową. Ponad koronami drzew krążyły dwa kruki. Natura bywa jednak przewrotna, pomyślałem i na wszelki wypadek spojrzałem w dół. Pod nimi była duża gromada drzew iglastych i żadnych buków w pobliżu. Kruki najwyraźniej miały się bardziej ku sobie z powodu wiosny niż pomoru świń.

20 de may de 2025 - 1 h 0 min
episode Smutek samca artwork

Smutek samca

❖Posłuchaj w interpretacji autora❖ [http://baleo.firma3e.pl/blogger/smutek_samca.mp3] [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6sIIuHDBPVdnbBatoXwTWdekzAYli8ADxIxCVXQUG5b3P2HY6Q92coAs8_mRDYZWyHNQFu22YOvXfwq33krntRLlNHz5QmM92wZPg_dqnCYn5aROs-SDlgruQJvRgZepJU-XvG0Ymadann97X4qbdRGFq2r6hcGusMmbdmHX7HT7NmMJ7mz0z4HLmJe0d/w400-h235/ona_on1.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi6sIIuHDBPVdnbBatoXwTWdekzAYli8ADxIxCVXQUG5b3P2HY6Q92coAs8_mRDYZWyHNQFu22YOvXfwq33krntRLlNHz5QmM92wZPg_dqnCYn5aROs-SDlgruQJvRgZepJU-XvG0Ymadann97X4qbdRGFq2r6hcGusMmbdmHX7HT7NmMJ7mz0z4HLmJe0d/s880/ona_on1.jpg To się zdarza. Audiobook kończy się w trakcie plenerowego marszu. Z racji pory roku, wiatru i chłodu, daję najszybszą opcję w aplikacji: "znajdź następną książkę”. Tym sposobem często trafiam na coś, co dawno temu wrzuciłem na półkę i doskonale nie pamiętam z jakiego powodu.  Od kilku dni brnąłem przez powieść historyczną Egipcjanin Sinuhe Miki Waltariego. Klasyk dotąd pomijany, jak wiele innych, raczej nużył, ale nie miałem potrzeby zmiany. Lektor trzymał wzorcowe tempo spacerowe, a ja dawałem narracji szansę. Przynajmniej wyciszała głowę skołataną kolejnym dniem w pracy. I chyba warto było czekać, przynajmniej do tego momentu, w którym autor przykuł uwagę, wkładając w usta królewskiego trepanatora magiczne słowa: Nie ma miłości – rzekł Ptahor stanowczo – mężczyzna jest smutny, gdy nie posiada kobiety, z którą mógłby spać. Ale gdy spał z kobietą jest jeszcze smutniejszy. Tak było i tak zawsze będzie. – Dlaczego? – spytałem. – Tego nie wiedzą nawet bogowie.  Coś jest na rzeczy, pomyślałem cofając nagranie w domu, by wynotować prorocze słowa. Tego nie wiedzą nawet bogowie, z pewnością. Setki lat przed naszą erą, ponad dwa tysiące lat nowej ery, a gdzie miłość barwna po grób? W marzeniach, złudzeniach wyciskanych do bólu, zwidach i pragnieniu. Ze znakomitej większości prób zwycięsko wychodzą nieliczne wyjątki, jak to w regule, a masie poharatanych niedobitków zostają dymiące pogorzeliska, łzy i niebieskie karty na komendzie. Panie wzdychają do miłości jakby głośniej i częściej, mimo kolejnych sińców pod oczami, wszak mają do dyspozycji silniejsze narzędzia: memy, komunikatory i portale społecznościowe wzmacniające wołanie na puszczy. Panowie masowo smutnieją w mgnieniu oka. Nim zdołają wytrzeć narząd w firankę, minie szał uniesień wraz z krzykiem wybranki. I tak oto, co kobieco skojarzone z niekończącym się uczuciem, nieuchronnie mija się z tym, co w męskim wyobrażeniu. Kroczą obok siebie w potrzebach, definicjach, teoriach, praktykach i ostatecznie mniej lub bardziej świadomie oboje zazdroszczą modliszkom. Ta szczytując odgryzie łeb amanta i skraca całe to kałapućkanie po fakcie. Ochroni stan rachunku bankowego i w zarodku zgasi desperację ciągania się po terapeutach, sądach, adwokatach i notariuszach, zachowując ledwie draśniętą wolność na następny raz.  [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEijTG6KI5k12GwI68iG-7AqJJJqa94m4N0ndyRHCGXwjqdMn1qdghAk-MttsT1n6y69bD_de3gTvagBy9sX419vO7ofNzRV-3fFoOVWGKCMs7xgJ_ue7Swcxd4ZrvykAbX78nZ1E2GIOFmvwo7wg7vo-rqLNqXdvOASJ9zXom3UX7n-Fp9kw05i8w-dN1-0/w400-h266/dziady_baby.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEijTG6KI5k12GwI68iG-7AqJJJqa94m4N0ndyRHCGXwjqdMn1qdghAk-MttsT1n6y69bD_de3gTvagBy9sX419vO7ofNzRV-3fFoOVWGKCMs7xgJ_ue7Swcxd4ZrvykAbX78nZ1E2GIOFmvwo7wg7vo-rqLNqXdvOASJ9zXom3UX7n-Fp9kw05i8w-dN1-0/s880/dziady_baby.jpg Ano właśnie. Przecież podobną sentencję przypisano już historycznie Arystotelesowi, choć raczej nie posługiwał się łaciną, ale może tak wybrzmiewa ona dostojniej: omne animal triste post coitum est. Tyle że mowa tu raczej o akcie fizycznym na miarę biologii, to w tym wymiarze po obcowaniu każde stworzenie jest smutne. Z wyjątkiem koguta, który to post coitum wskakuje na płot i drze dzioba, obwieszczając światu, że znowu mu się udało, siłą, ale jednak! Przemocowiec jeden. Łacińska maksyma przypomniała mi rzadko cytowaną scenę kultowego filmu Janusza Majewskiego C.K. Dezerterzy. Oto Jan Kania i Mitzi kończą kolejne mizianki, tym razem sielsko-anielsko, na łące, kiedy lubieżnie przeciągające się dziewczę pyta: - O czym myślisz? - O niczym. Jestem bezmyślnym jełopem, który myśli o niczym – rzecze Jan. - Przestań, przecież widzę, że posmutniałeś. - Post coitum… - mruczy Kania. - Nie mów do mnie po łacinie! – Oburza się równie prosta, co namiętna córeczka okolicznej burdelmamy i kontynuuje – Wiesz o czym ja myślę? - Wiem. Zawsze o tym samym. - Kretyn! Myślę, że ślub weźmiemy w Koszycach, bo tu plotkarki by nas zżarły z zazdrości. - A nie przyszło ci do tej pustej głowy, że po wojnie będę chciał wrócić do domu, do rodziny, do swojego kraju? - No to pojedziesz i wrócisz, przecież to nie jest za granicą. - Kto wie, czy już nie będzie? A jeśli nawet, to co? Wrócę tu i będę zarządzał interesem mamusi? - Bo ty już mnie nie kochasz! Stałam ci się obojętna – prawie płacze słodka Mitzi. - To przeczy temu, cośmy tu robili – odpowiada z cynicznym uśmiechem gefreiter Kania. - Ty kochasz mnie tylko przed! - Kocham cię przed i po i w trakcie… o! W trakcie najbardziej! - Ty draniu, zobaczysz, zrobię sobie coś złego! - Tylko nie usiądź gołą pupą na pokrzywach, bo byśmy cierpieli oboje. Czyż da się obronić inaczej egzystencjalny smutek męskości niż ironią? Jak żyć z kimś, kto zaplanuje za dwoje, nie pytając drugiego o zdanie, sprowadzając trwogę egzystencji do ślubu w Koszycach, trendów wskazanych przez wedding plannera czy koloru muszki pana młodego? Tak mają kobiety w obliczu miłości: dałam ci co cenniejsze, teraz w zamian biorę twoje życie do dyspozycji i ani mi drgnij albo “ty już mnie nie kochasz”. Oto czemu faceci tak często są smutni, według Ptahora i nie tylko.  Na moje męskie oko, to także nieunikniona rozpacz czystej ekonomii. Ona pojawia się już na starcie, w początku przeczuwa kres, nieuchronnie. Niedoszacowanie wysiłku finansowego i nadmiaru poprzedzającej aktywności, wobec wątpliwego zysku, daje o sobie znać bardzo szybko. Sami zobaczcie, ile energii kosztuje go kilkuminutowy akt haczenia o niebiańskie progi! Co prawda niesiony pożądaniem za daleko ma do głowy, ale w końcu dociera ten przerost inwestycji. I już wie, ile kosztował taniec godowy po nic, a raczej po maksymalnie kwadrans spełnienia. Obiady w Whiskey in the Jar, kolacje w Pueblo, randki w Chlebie i Winie, a wszystko poprzedzane przebieraniem nogami w chodnikowym ogonku przed drzwiami lokalu. Do tego spontanicznie kupowane kartony z Hachi Sushi do butelki wina targanej przed ekran Netflixa. Wielokroć brane prysznice z zapachem Ritualsa w tle, wody kolońskie z Notino.pl, zajeżdżanie merolem, wybłaganym na godziny u taty, brata szwagra czy latanie po salonach Kruk, Yes, Pandora, by dopaść gustownego świetlika, połyskującego w ciemności kuperkiem albo znaczek nieskończoności do bransoletki. A teraz ledwie można liczyć na uśmiech błogości zdobytej damy, trwający nie dłużej niż flesz romantycznej słitfoci, zanim  ona wywali z siebie listę pomysłów na najbliższy weekend, sylwestra, wakacje i spacery po galerii w ramach kolejnej okazyjnej wyprzedaży sezonowej. Weź tu nie bądź smutny w imię miłości, która zaistnieje na moment realnie i zgaśnie niczym iskierka z popielnika, co to na Wojtusia… i jak tu nie być smutnym?  [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhmZETVCJX0uEfn-J_cLtWiKD_HfrMx83p2RpLBs8oAZ9kmkHSGwGS7fEGEn5gmQMMgkTrN45bbRFeCMWtqqG3YYXnmUAAs81P7tmPOrz1YYdWhDbLj6lXVIf5hZ4a1l6VrG6MOc1OuzmztqAGuCou3GSINUPwxeJ34bs7MQwqumZKeLqi0auRZmCm9EjT2/s16000/47053b37e743ed3a6809f2a7c82c167e.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhmZETVCJX0uEfn-J_cLtWiKD_HfrMx83p2RpLBs8oAZ9kmkHSGwGS7fEGEn5gmQMMgkTrN45bbRFeCMWtqqG3YYXnmUAAs81P7tmPOrz1YYdWhDbLj6lXVIf5hZ4a1l6VrG6MOc1OuzmztqAGuCou3GSINUPwxeJ34bs7MQwqumZKeLqi0auRZmCm9EjT2/s450/47053b37e743ed3a6809f2a7c82c167e.jpg Przyszłość nie roi się jaśniej w tej materii. Męskość wyraźnie jest w odwrocie, pod wpływem natarcia hordy, która feminizuje obyczaje i język, co widać na gołe oko choćby w ilustracji obok niniejszego tekstu. Panowie w porywie bezradności i konwulsyjnej obrony coraz rzadziej bawią się w długie podchody. W desperackiej próbie ochrony przed płciowym smutkiem idą na wygodne skróty. Wystawiają w sieci klejnoty i wajhy z prostą instrukcją obsługi, no i bierzesz lalka albo nie, innej miłości nie będzie. Mniej prostolinijni, choć równie przedmiotowo trakujący kobiety, chwytają się boomerskiej opcji romantycznej, więc pierniczą rzępoły o zakochaniu, wyjątkowości, przynajmniej tak długo aż wybranka ulegnie, padnie ofiarą legendy poprzedniej żony, bo wiadomo: złą kobietą była, tymczasem opcja “ale ty jesteś aniołem” jest tyleż ekskluzywna, co krótkoterminowa. Przy bliższym poznaniu okaże się jednak, że zła żona nadal taką jest na zapleczu i dociąża wizerunek Adonisa trójką dzieci w tle.  Cóż się tym chłopom dziwić? Lajf is brutal, a wetknąć gdzieś trzeba. Póki męskość pręży się zdolnością do uczucia, przynajmniej niezłomnie próbują o siebie zawalczyć, niechby i uszczęśliwiając cudze żony. Te są mniej wymagające, rzadziej roszczą pretensje o kobierzec, a zapomniane i posmutniałe w obliczu komedii romantycznych, oczekują zachwytu na krócej i taniej, choćby z powodu zbuntowanych mężów, ratujących się ucieczką na siłownię, w chłopięctwo konsoli, twarde libacje, inne cudze żony lub zwyczajnie w hazard i kryptowaluty. Oni już nie powrócą, na dobre wyzwoleni z miłosnych ról. Nie będą zapleczem logistycznym dla niegasnących aktywności małżonek, konieczności remontów, podróży, wyprzedaży i obowiązkowej opieki helikopterowej nad potomstwem, co to ostatecznie i tak szklanki wody im nie poda.

30 de dic de 2024 - 1 h 0 min
episode Psiecko i inne psierdolce artwork

Psiecko i inne psierdolce

❖Posłuchaj w interpretacji autora❖ [http://baleo.firma3e.pl/blogger/psiecko.mp3] [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1dCPxS4xGSTUaXOFYZUMv4fNSkINWw6oQqvvSv-scAUR_J2HlqFR6uv31Wd6QFSxuTGLNxXZsZFEFQFrq1Nw3TA6DoBCSjy0GrkPNRJXRxq6gBVxC4SSjP3BBBwITKsxQ_QVpCsQkanU3XRDONag7tNl_yKi3bLSesa-R2BrrMQSpZSkoSrOycV0CX8VZ/w400-h266/psiecko.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1dCPxS4xGSTUaXOFYZUMv4fNSkINWw6oQqvvSv-scAUR_J2HlqFR6uv31Wd6QFSxuTGLNxXZsZFEFQFrq1Nw3TA6DoBCSjy0GrkPNRJXRxq6gBVxC4SSjP3BBBwITKsxQ_QVpCsQkanU3XRDONag7tNl_yKi3bLSesa-R2BrrMQSpZSkoSrOycV0CX8VZ/s940/psiecko.jpg Cóż za urzekający czas, szczególnie dla filologa, którego nieustannie zaskakują neologizmy i inne twory języka, lśniące błyskiem nowości. Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy termin “psiecko”, ale po rozpoznaniu źródła, uznałem, że to kolejna fanaberia niedojrzałych emocjonalnie dziewczynek, influencerek modowych, tiktokerek i innych medialnych płodów epoki, które próbują dorobić ideologię do nicnierobienia i osiągnąć klikalność, gdy ta stawia wymagania. Machnąłem ręką i usunąłem z głowy przedrostki “psi” na dość długo. Kilka dni temu znowu wpadł mi w oczy nagłówek: Nie będę miała ludzkich dzieci. Jestem “psią mamą” i mam dwóch “psynów”. Ironia draśnięta raz jeszcze chciała to zbyć, dodając w głowie komentarz: a co z psiężem? Czy na pewno wystarczy psynek, nawet jeśli wyliże? Buźkę też? Ale tą drogą nie idziemy, przywołałem sarkazm do porządku. Nie ta bajka literacka, a i bez mojej wydzieliny wszelkie perwersje wystarczająco zapluwają sieć.     Coś tu nie zagrało, a niegasnące pragnienie dzielenia włosa na czworo szybko odpaliło czerwoną lampkę. I po co taka alternatywa? Dziecko albo pies czy kot? Jako sześciolatek miałem w domu papugi, potem kanarki, w późnej podstawówce rybki, dalej chomika, na koniec psy. Rodzicom jakoś nie przyszedł do głowy argument, że ten zwierzyniec jest zamiast mnie. Wręcz przeciwnie: pojawienie się dziecka kusiło pozyskaniem innych stworzeń, żeby potomstwo zaciekawić i uczyć współistnienia i odpowiedzialności. Moje własne dziecko też ma w domu kolejne koty i gdyby nie metraż, dawno dokonałoby pełnej kotyfikacji stadnej lokum, z hamaczkami i budkami zamiast szafek.      Zwykło się uważać, że w rodzinie ludzkiej zawsze jest miejsce na międzygatunkową, ale czy zamiast tej pierwszej? Zwierzę w domu służy dobru całości, to truizm przecież. Dyscyplinuje, łagodzi atmosferę i przede wszystkim pozwala pielęgnować miłość do ludzi i do braci mniejszych w takim samym stopniu. Pozwala zachować harmonię stada: dziecku umożliwia właściwy rozwój w trosce o inną istotę, a zwierzęciu daje poczucie bezpieczeństwa i przynależności do gromady. Po co to sztucznie rozdzielać? Niestety, mój mózg nie wierzy modom, więc drąży. Pokoleniu Z – bo tu tkwi początek tej nowomowy - idzie o mniej lub bardziej uświadomione maskowanie właściwego powodu ucieczki od macierzyństwa. Lęk przed ciążą deformującą wymuskane ciałko? Pewnie też, choć - jak widać na ulicach naszych miast - sporo tych ciałek nie troszczy się o figurę i raczej nie potrzebuje kamizelek ratunkowych, gdy fala wymiecie je za burtę. Utrata atrakcyjnej sylwetki raczej nie grozi, ale słowo „połóg”? To już dodaje trzęsiawki, a możliwość depresji poporodowej? Na samą myśl ustawia w kolejce do terapeuty. Tymczasem surogatek wciąż zakazuje prawo. Podejrzewam, że mimo wszystko pozorne to przyczyny.   [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfSa-LBzdSVN9HbCKJiJHW1sNE5uPvI0oja3VMKP0xWiSexKZUPJZjgb9RRxBn8sjWujgDXSxSzweiVGLrqqI9ph6VkfWl4hF6EGpqHsTYnY_ly7olc1d-zSHU80DiaY7LsTxG6-mFUKepS6mG5L1tMdtjU7yMRcrca7beZA3UOXxgi2Hyy5XSSF3k815w/w400-h266/pudeltoj.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhfSa-LBzdSVN9HbCKJiJHW1sNE5uPvI0oja3VMKP0xWiSexKZUPJZjgb9RRxBn8sjWujgDXSxSzweiVGLrqqI9ph6VkfWl4hF6EGpqHsTYnY_ly7olc1d-zSHU80DiaY7LsTxG6-mFUKepS6mG5L1tMdtjU7yMRcrca7beZA3UOXxgi2Hyy5XSSF3k815w/s600/pudeltoj.jpg Gwóźdź programu tkwi w trumnie postaw społecznych, a influencerkom i tłumom ich fanek daleko do troski o przyszłość narodu. Znacznie bardziej doskwiera im myśl o konieczności przeniesienia uwagi z siebie na urodzone dziecko i to na wiele lat! Czarno połyskuje wizja końca życia rozpiętego między nowinkami kosmetycznymi, fitnessem a modnym klubem. Nie ma to jak wrzucić dobrze brzmiącą ideę w miejsce przeznaczone na macierzyństwo. Pudel toy zamiast rozwrzeszczanego gówniaka, który czegoś chce i tkwi kleszczem w botoksie przez trzy dekady z rzędu albo dłużej. To jest to! Dzieciak, wiadomo, kładzie się, ryczy i rąbie piętami jak nie dostanie. Wiecznie rości o coś pretensje, a ostatecznie powie, że byłyście rodzicem toksycznym, więc bez żalu spakuje do przytułku dla starych i zużytych rodzicieli. Pudelek tymczasem taki malutki i miły w dotyku. Bawi, wypełni insta, ucieszy, pomerda ogonkiem, piłeczkę przyniesie, a tylko jednorazowy wydatek dziesięciu tysi, nie licząc karmy i weta.      I tu już w zasadzie mógłbym zakończyć temat, spleść rączki na klacie i błysnąć samozachwytem. Tymczasem z tyłu głowy pobrzmiewa jeszcze jeden przeczytany gdzieś fragment: To chyba jest tak, że naprawdę odpowiedzialni ludzie nie mają dzieci. Ja jestem taką osobą i nie chciałabym na siebie brać wielkiej odpowiedzialności za wychowanie i przyszłość tych dzieci. Tylu ludzi chodzi po świecie skrzywdzonych przez rodziców, którzy uważali, że najlepsze, co mogli zrobić, to się rozmnożyć. A ich dzieci są dowodem na to, że zrobili to źle.      Pierwsze uderzenie refleksji szufladkowało autorkę, jako istotę ograniczoną, skoro tkwi w przekonaniu, że w wychowaniu człowieka rodzice odgrywają wyłączną rolę, podobnie jak w krzywdzie wyrządzanej potomstwu. Z jej słów jasno wybrzmiewa fakt, że nie ma własnych dzieci, ale sama była dzieckiem. Powinna zatem zdawać sobie sprawę, że rodzice wychowują tylko do pewnego momentu. Potem uchodzą za wzorzec dinozaura, dziadersów odklejonych od rzeczywistości albo przemocowców, którzy chcą niby dobrze, a wychodzi jak zawsze. W pewnym momencie w buty autorytetu wbijają się rówieśnicy, kreatorzy chwilowej mody, media, idole muzyczni, bohaterowie podcastów, szeroko pojęte otoczenie, dla którego rodzic ze swoim modelem życia wpisuje się - co najwyżej - w ostrzeżenie: rób tak, a będziesz nieszczęśliwym człowiekiem. Szczególnie, że samo pojęcie „szczęścia” każde pokolenie inaczej definiuje.      [https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1ZuDwu1WSuSHEtKQeNt4KhRipxNRCHFHIaoX_MrlXYUeI918t4R-PUF_mA3PtB51HJyCZ7gVLoPJY49O7OoLUYhI_zQh5Oa5Tw6MlKdGu-Kcv2f0kDJV6oEM57YcK3KnWNBcz9NMUedZX1gk-JI0hGkerhSGeImtRTlcxwf9WOBchM6G5VY-THWVK486l/w400-h205/psynek.jpg]https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEi1ZuDwu1WSuSHEtKQeNt4KhRipxNRCHFHIaoX_MrlXYUeI918t4R-PUF_mA3PtB51HJyCZ7gVLoPJY49O7OoLUYhI_zQh5Oa5Tw6MlKdGu-Kcv2f0kDJV6oEM57YcK3KnWNBcz9NMUedZX1gk-JI0hGkerhSGeImtRTlcxwf9WOBchM6G5VY-THWVK486l/s756/psynek.jpg Czy nieposiadanie dzieci świadczy o wysokiej odpowiedzialności społecznej? Wcale niewykluczone, że mamy tu do czynienia z syndromem ewolucji społecznej. Świat jest już wystarczająco przeludniony, Ziemia mocno wyjałowiona, kataklizmy wiszą nad głową, a im bardziej pazerni ludzie będą się rozmnażać, tym mniej pożyteczne, a nawet destrukcyjne byty będą kształtować. Może niech zajmą się "psynkiem" i "psórcią". One muszą odegrać swoje role w marnych scenariuszach psiamamek i psitaciów. Jest szansa, że czworonóg nie zgłupieje i raczej na tym skorzysta. Niektóre przewodniczki po życiu dyktują mody na adopcję ze schronisk, a mniej nieszczęśliwych kudłaczy w klatkach, to więcej radosnych, choćby i w różowej kurteczce z kapturkiem. Psu raczej wszystko jedno w czym po parku sika, zwłaszcza, gdy tiktokerka radosna, a micha pełna.     Zostańmy zatem przy mądrości piewców międzygatunkowej rodziny. Po co inwestować najlepsze lata życia w istotę, której kształt ostateczny trudno przewidzieć? Nie wiesz, kiedy na własnej krwawicy wychowasz ekoterrorystę, ćpuna, konfederata czy psychopatę, który w końcu ukatrupi starego dla kasy albo za brak internetu. Przy okazji stracisz fortunę sięgającą miliona na edukację, wycieczki, fryzury, modne ciuchy, ajfony, hulajnogi, Erasmusy, auto na osiemnastkę i mieszkanie po trzydziestce, bo inaczej nie wyprowadzi się z domu. Tymczasem egzystencja modnej rasy pieska czy kotka, trwa znacznie krócej, a czas żałoby skończy się w następstwie sprowadzenia do domu nowego kłaczora rasy zgodnej z aktualnie obowiązującym trendem. Psynek wraz ze zgonem opiekuna, trafi najwyżej do schroniska, kocórka też, choć odgryzając uprzednio nosek kocimamci, która stężała po śmierci w domciu i nie otworzyła na czas saszetki Feliksa.

30 de sep de 2024 - 1 h 0 min
Muy buenos Podcasts , entretenido y con historias educativas y divertidas depende de lo que cada uno busque. Yo lo suelo usar en el trabajo ya que estoy muchas horas y necesito cancelar el ruido de al rededor , Auriculares y a disfrutar ..!!
Muy buenos Podcasts , entretenido y con historias educativas y divertidas depende de lo que cada uno busque. Yo lo suelo usar en el trabajo ya que estoy muchas horas y necesito cancelar el ruido de al rededor , Auriculares y a disfrutar ..!!
Fantástica aplicación. Yo solo uso los podcast. Por un precio módico los tienes variados y cada vez más.
Me encanta la app, concentra los mejores podcast y bueno ya era ora de pagarles a todos estos creadores de contenido

Elige tu suscripción

Más populares

Premium

20 horas de audiolibros

  • Podcasts solo en Podimo

  • Disfruta los shows de Podimo sin anuncios

  • Cancela cuando quieras

Empieza 7 días de prueba
Después $99 / mes

Prueba gratis

Sólo en Podimo

Audiolibros populares

Prueba gratis

Empieza 7 días de prueba. $99 / mes después de la prueba. Cancela cuando quieras.